Rozdział 21

Obecny stan religii

W XXI wieku weszliśmy w okres dość poważnego odchodzenia od wiary w Boga, zwłaszcza w przypadku ludzi młodych. Statystyki pokazują wzrastającą liczbę tych, którzy w ostatnich latach porzucili swoje religie. Wobec tego zjawiska analitycy społeczni, filozofowie, oraz teolodzy próbują tworzyć swoje własne teorie. Ich oceny mogą być w wielu przypadkach poprawne, gdyż większość tych badaczy dostrzega, w jakim kierunku zmierza „niereligijny” rozwój cywilizacji.

Z punktu widzenia essenceizmu postęp nauki, w tym rozszerzenie wiedzy o wszechświecie czy rozwój biologii i medycyny, niekoniecznie oddaliły ludzkość od Stwórcy, chociaż bardzo ograniczyły „religijne” tłumaczenia zjawisk natury. Wśród wielu innych przyczyn odchodzenia od wiary mój system wykazuje, że jedna wybija się bardzo szczególnie. Dotyczy ona degradacji autorytetu duchownych spowodowanej naruszeniami zasad moralności. Obciąża to wielu z nich, co rzutuje też na całą aktywność religii. Ta sytuacja dotyczy szczególnie religii chrześcijańskich.

Prawie każdy duchowny wielkich religii już na „dzień dobry”, czyli zaraz na początku kariery, przegrywa walkę z Szatanem. Taki pośredni wniosek według essenceizmu wynika z analizy czterdziestodniowego postu Jezusa na pustyni i kuszenia, którego doznał tam ze strony Szatana. Jezus musiał opowiedzieć o tym swoim apostołom, gdyż w czasie tego zdarzenia był sam na pustyni, a więc nikt tego nie widział. Mój system sugeruje zatem, aby duchowni wzorowali się na postępowaniu Jezusa, gdyż tylko tak mogą pokonać zło, czyli w dosłowny i symboliczny sposób przezwyciężać trzy kuszenia Szatana na pustyni.

Jezus przeżył swoje życie w ciągłej biedzie, odrzucony przez hierarchów izraelskich żyjących jak książęta. Ci ubrani w piękne szaty hierarchowie skazali Go na śmierć, reprezentując złą siłę władzy „pana tego świata”. Co gorsze, Jezus nie doznał żadnego wsparcia ani ze strony ludu, ani własnych apostołów i uczniów. Został całkowicie opuszczony przez wszystkich. Warto uświadomić sobie tę różnicę. Z jednej strony biedny Jezus, nauczający ludzi w miejscach publicznych oraz w miejscach odosobnionych, a z drugiej strony bogaci duchowni, a w szczególności wyżsi kapłani świątynni w pięknych szatach, obwieszeni złotem i insygniami władzy, przemawiający „ex katedra” w świątyniach szokujących swym przepychem. To obrazuje dwa światy. Jeden skromnego Nauczyciela ludzkości, a drugi bogaty świat duchownych współdziałający z władzą polityczną. Z tego widać, że połączenie władzy religijnej i politycznej, czyli „ołtarza” i „tronu”, doprowadziło do zamordowania Syna Bożego.

Kościoły chrześcijańskie oraz meczety muzułmańskie tworzą wszędzie na świecie zdublowaną strukturę władzy podległą według mojej oceny „panu tego świata”. Zatem równolegle do władz samorządowych w małych miejscowościach, równolegle do władz powiatowych, wojewódzkich i państwowych istnieje druga sieć władzy, równie skuteczna, jak ta pierwsza. Parafie, probostwa, biskupstwa, a także islamskie struktury utrzymują władzę nad ludźmi i tak jak w przypadku polityków są przez nich popierani i opłacani. Trwa więc dwuwładza religijno-polityczna. Taka struktura ma duży wpływ na podtrzymywanie od wieków panowania „księcia tego świata”. Essenceizm we wszystkich swoich opracowaniach zwraca uwagę na fakt, że religie od pierwszych swych chwil powstawały w upadłym świecie, to znaczy w sferze mającej nic wspólnego z koncepcją Stwórcy. Mogły być więc inspirowane i kontrolowane przez Szatana.

Wielcy założyciele religii wzbudzają szacunek oraz wydają się w naszych oczach wiarygodni. To samo dotyczy części ich pierwszych zwolenników i uczniów. Jednak dalszy rozwój każdego wyznania odbywał się już w upadłym świecie. Ludzkie słabości i błędy, różne rozbieżności w rozumieniu Boga, a także egoistyczne dążenia przywódców religijnych i poszczególnych duchownych potrafiły istotnie zmienić sens doktryn religijnych. Pojawiały się w nich wciąż modyfikowane interpretacje, świadectwa indywidualnych przeżyć religijnych i nowe pomysły na aktywność społeczną. W wyniku tych przemian religie nie tylko pomagały ludziom zachować właściwy poziom moralności, ale nierzadko tworzyły stan wręcz odwrotny do zamierzonego, prowadząc ludzi do czynienia zła. Krwawe rytuały z udziałem wierzących, inkwizycja, wojny religijne, akty fanatyzmu, a nawet osławiona teologia wyzwolenia są tego najlepszym przykładem.

Cały czas żyjemy w świecie pod kontrolą Szatana. Można się więc domyślać, że miał on niemały wpływ na treść wiedzy głoszonej przez poszczególne religie. Oczywiście nie zaprzeczam korzystnemu wpływowi dobrego świata duchowego, ale ten wpływ pozostaje zupełnie poza możliwościami racjonalnej oceny. Nie ma wątpliwości, że różne odłamy chrześcijaństwa, akceptując główne założenia nauk Chrystusa, dodały od siebie ogromny wkład ludzkiego punktu widzenia. To z czasem mogło w znacznym stopniu zmienić orędzie, które chciał przekazać Jezus. Te zmiany mogły być na tyle duże, że całkiem osłabiły przesłanie Syna Bożego, sprzyjając dalszemu trwaniu zła na świecie. Pojedyncze głosy krytyki, które wskazują na błędy popełniane przez hierarchów religijnych, nie mają właściwie wpływu na zaistniałą sytuację. Jest tak dlatego, że Szatan z reguły nie dopuszcza, aby ludzie zagrozili kontrolowanym przez niego strukturom upadłego świata. Dziś trudno nie wyciągnąć wniosku, że Szatan dość dobrze spacyfikował religie. Czasami ma się wrażenie, że obok polityki religie są główną siłą utrzymującą Szatana na pozycji „władcy tego świata”. Współpraca wielu liderów politycznych i religijnych poczyniła duże szkody w społecznościach w różnych miejscach kuli ziemskiej. Te dwie siły władzy są jak dotąd najbardziej skutecznymi sposobami utrzymania ludzkości pod kontrolą Szatana.

Fundamentalnym celem każdej religii powinno być wyjaśnianie ludziom, w jakim świecie obecnie żyjemy oraz wskazywanie, w jaki sposób wyzwolić się z tej niekorzystnej sytuacji. Oznacza to usunięcie Szatana z naszej rzeczywistości i przywrócenie pierwotnej koncepcji Stwórcy. To wyzwolenie można nazwać zbawieniem, nirwaną albo odnową. Do zbawienia według powszechnego zrozumienia potrzebny jest Zbawiciel, który jako Syn Boży rozpocznie nową, dobrą historię ludzkości. Ten fundamentalny cel religii, zgodnie z moimi poprzednimi opracowaniami, można osiągnąć jedynie poprzez intensywne działanie różnych religii przygotowujących swych wiernych do ponownego pojawienia się na Ziemi Syna Bożego. Powinny zatem stworzyć korzystne warunki do Jego rozpoznania i zrozumienia Jego nauk. To z kolei powinno spowodować, że zostanie zaakceptowany przez ludzkość jako jej duchowy przewodnik.

Niestety większość religii, po początkowym okresie względnej prostoty i otwartości, ma tendencję do obrastania dogmatami, zakazami i różnymi rodzajami przepisów narzucających restrykcyjny sposób życia. Z czasem te restrykcje zagłuszają podstawowy cel ich istnienia, nakierowując wysiłki swoich wyznawców na rzeczy drugorzędne wobec właściwego zbawienia. Najczęściej w praktykach religijnych widać różne pozostałości po średniowiecznych ceremoniałach. Zdarzają się też niemoralne rytuały lub adoracja jakichś idoli. Zdarza się również, że utrzymywane są dogmaty przeczące wiedzy naukowej czy ewidentnie stojące w sprzeczności z poziomem inteligencji ludzi w obecnych czasach. Są religie, które odeszły już tak daleko od właściwego sensu swojego istnienia, że niemożliwym staje się wpłynięcie na zmianę ich funkcjonowania. Na dodatek ci, którzy zwracają uwagę, że ich współwyznawcy podążają niewłaściwą drogą, są traktowani jak odszczepieńcy, heretycy czy wrogowie. Jest to sytuacja sprzyjająca utrzymaniu dotychczasowej władzy i pozycji Szatana, który nie chce dopuścić do zbawienia. Praktycznie ten stan rzeczy pomaga także ateistom oraz wszystkim tym, którzy źle oceniają działalność organizacji religijnych.

Od czasów Oświecenia pojawiali się filozofowie, publicyści i badacze religijni, którzy uważali, że religie są źródłem wszelkiego zła. Prawda jednak przy takich twierdzeniach leży zwykle pośrodku, gdyż w naszej cywilizacji dobro często miesza się ze złem. Bywa, że zwolennicy poszczególnych religii nie wyczuwają nawet, że robią coś złego. Równocześnie istniejące religie tracą powoli swój autorytet moralny. Wykrusza się stopniowo liczba duchownych z autentycznym powołaniem. Współczesne religie nie radzą sobie z takimi problemami jak dewastacja standardów moralnych, społeczna niesprawiedliwość, nierówność wobec prawa, terroryzm, a także nędza i głód na ogromnych obszarach kuli ziemskiej.

Powyższe zjawiska wpłynęły między innymi na moją decyzję o publikowaniu analiz essenceizmu. Jako jego twórca poświęciłem dość dużo czasu na dyskusje z naukowcami, często będącymi moimi przyjaciółmi. Dyskutowałem z nimi o możliwości poprawy stanu naszej rzeczywistości przez wykazywanie przez naukę istnienia Stwórcy wszechświata. Często w czasie tych rozmów przyznawali mi rację, że Byt Pierwoistny powinien być logiczną koniecznością. Równocześnie zdecydowanie twierdzili, że nie chcą być wyznawcami żadnej religii, gdyż doktryny religijne nie są prawdą naukową. Mieli zatem swojego „prywatnego” Boga. Wielu z nich było pod wrażeniem opinii Alberta Einsteina dotyczącej Biblii. Według niego, jest ona zbiorem dostojnych anegdot lub legend, często dość prymitywnych, a czasem wręcz dziecinnych. Jego opinii towarzyszyła konkluzja, że „żadna interpretacja Biblii nie jest w stanie tego zmienić”.

W tej sytuacji essenceizm pojawił się jako system, który metodami wzorowanymi na nauce wskazuje na istnienie Boga. Jego ustaleniami chciałbym wzbudzić w przywódcach religijnych wolę istotnej zmiany w postrzeganiu roli religii wobec sytuacji na świecie. Mój system nawołuje do opamiętania się duchownych w związku ze znaczącym odejściem od ich głównej misji zbawienia świata od zła. Jeżeli tej sytuacji nie zmieni się radykalnie, to zło na świecie będzie trwało wiecznie, a Szatan wciąż będzie panem ludzkości.

W szczególny sposób zadziwia mnie podejście religii do wieczności człowieka. Widać swoistą niechęć do racjonalnej wiedzy o wieczności tkwiącej w nas. Nasza duchowa przyszłość jest oceniana przez nie przez pryzmat nagród i kar oraz zasług dla wyznawanego Boga. Posługiwanie się szantażem warunkującym miejsce w „niebie” wytwarza stały strach dotyczący przyszłości. Tak nie powinno być, gdyż nakazy, zakazy i spełnianie innych religijnych warunków wzmacnia tylko siłę władzy niezgodną z zasadami miłości. To wskazuje na niezrozumienie przez religie ojcostwa Stwórcy, który kieruje się samym dobrem i miłością. W tej sytuacji trudno się dziwić, że religie nie chcą uznać twierdzenia essenceizmu, że Bóg nie zna zła.

Reasumując, essenceizm wykazuje, że tylko w miarę dokładne powtórzenie sposobu, jaki Jezus Chrystus miał na wybawianie ludzkości z rąk Szatana, może doprowadzić świat do pełnego zbawienia. Mój system nazywa ten sposób misją obieżyświatów. Powinni oni, tak jak Jezus, chodzić wśród ludzi i nauczać ich w miejscu zamieszkania. Powinni przede wszystkim żyć skromnie, jedząc i śpiąc w domach, do których zostaną zaproszeni; po prostu żyć razem z innymi ludźmi. To powinna być światowa akcja, pobudzająca całą ludzkość. Mogłyby to zrobić przede wszystkim główne religie światowe. Muszą tylko uwolnić swoich duchownych z bogatych świątyń, meczetów, domów parafialnych i pałaców biskupich oraz materialnej potęgi Watykanu. Muszą po prostu poprosić ich o to, o co prosił Jezus swoich uczniów, to znaczy, aby poszli w świat nauczać wszystkie narody.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Wizja wieczności  “ISTOTA”