Przyszłościowa wizja wszechświata

Image_56

Szersze spojrzenie na świat stworzony przez Boga

 

Poprzednie tematy prezentowały ogólnie dostępną wizję wszechświata. Temat przedstawiony poniżej porusza wizję wszechświata idącą dużo dalej w spojrzeniu na sens istnienia tego, co było przedtem omawiane.

 

Naukowiec badający proces powstania wszechświata zadaje sobie pytanie: jak to wszystko powstało? Wydawałoby się, że wierzący w Boga badacz wszechświata ma zupełnie inne zadanie. Tymczasem ten bardziej religijny poszukiwacz prawdy zadaje sobie prawie takie samo pytanie jak naukowiec. Brzmi ono: jak Stwórca tego dokonał? I rzeczywiście nie różni się ono specjalnie od pytania: jak to wszystko powstało?

 

Dlatego analiza stworzenia świata prowadzona przez badacza religijnego nie musi w swej formie odbiegać od sposobu badań prowadzonych przez naukowca. Obaj zgodnie zauważą, że świat powstał z energii. Pewnie jeden powie, że z tej, która istniała od zawsze, a drugi, że z Energii, która istniała w Bogu. Ten wierzący doda, że Bóg istniał od zawsze, a wtedy ich twierdzenia o powstaniu początku wszechświata staną się podobne. Może nawet obaj dojdą do wniosku, że powstał on z Wielkiego Wybuchu. Oczywiście naukowiec powie, że Wielki Wybuch dokonał się sam, a pytanie, co było przed nim, jest bezsensowne. Badacz religijny na pewno stwierdzi, że zapoczątkował go Stwórca, który przedtem miał w Sobie Pierwoistną Energię, przenikniętą Jego Duchem. W przypadku przyczynowości stworzenia obaj będą prawie zgodni, ale w przypadku jego celowości ich zdania będą zupełnie inne. Po prostu naukowiec nie będzie mógł w ogóle odpowiedzieć na pytanie: po co powstał wszechświat? Ja tymczasem, będąc w roli badacza religijnego, spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

 

Przypominam z poprzednich rozdziałów, że Bóg, Nasz Ojciec, stworzył wszechświat, zaczynając od przemiany Swojej Energii w cząstki elementarne. Z nich dalej powstała materia, budulec całego wszechświata. Teraz w milionach galaktyk znajdują się miliardy gwiazd. Wokół tych gwiazd krążą niezliczone planety, mogące mieć dobre warunki do życia. To wszystko już wiemy.

Teoretycznie bardzo duża ilość planet mogłaby być zaludniona. Czy zatem, zamiast ustanowić bezkresny kosmos martwą pustynią, Bóg stworzył w nim miejsca do życia dla Swoich dzieci? Przypuszczam, że tak!

 

W moich przypuszczeniach idę jeszcze dalej i twierdzę, że na tych planetach życie biologiczne może być takie samo jak na Ziemi, a ludzie żyjący na nich tacy sami jak my. Bóg jest doskonały. Stworzył doskonałą koncepcję życia dla Swoich dzieci. Skoro u nas tak wyglądamy, mamy takie organizmy i taką przyrodę wokół siebie, to trzeba przyjąć, że jest to dojrzała koncepcja Stwórcy i powinien On powielać ją w innych miejscach w kosmosie. Zatem mieszkańcy innych, zamieszkałych planet, powinni budować swoje cywilizacje podobnie do naszej. Powinni mieć taki sam wygląd jak my, takie same organizmy i tak jak my, mieć w sobie wieczne osoby duchowe. Nie trzeba sobie wyobrażać czegoś innego, mało prawdopodobnego. Istnienie kosmitów o dziwnym wyglądzie jest raczej bajką utworzoną na potrzeby rozrywki. Zauważmy, że Ziemia ma doskonałe warunki życia, ponieważ jest położona w odpowiedniej odległości od Słońca, naszej centralnej gwiazdy. Wykazuje ona doskonałe wartości w pełni przemyślanego ciała niebieskiego przeznaczonego do wychowywania nieskończonej ilości ludzkich pokoleń. Tak samo może być z poszczególnymi planetami krążącymi wokół swych gwiazd wszędzie w kosmosie.

 

Istnieje prawdopodobieństwo, że takich „Ziem” Stwórca mógł stworzyć nieskończenie wiele, bowiem Sam jest nieskończony i nieograniczony. Te zamieszkałe przez ludzi planety mogą być wielką, wszechświatową szkołą, w której dorastają oni do doskonałości równej Bogu. Tak właśnie Ojciec Niebieski widzi wychowywanie Swoich dzieci. Do ich edukacji i wzrostu potrzebował poza biologicznymi rodzicami niezliczonej armii „nauczycieli” i „wychowawców”, czyli aniołów. Tak powinno się to dokonywać na każdej „Ziemi” we wszechświecie. Nie ma wątpliwości, że celem Boga jest wychowanie wiecznych osób duchowych, które są właściwymi ludźmi. Nasze ciała fizyczne są potrzebne tylko do krótkotrwałego przebywania w nich wewnętrznych osobowości potrzebujących czasu na dojście do doskonałości. Poszczególne „Ziemie” potrzebne są zatem tylko do przejścia fizycznego życia. Tymczasem świat, a właściwie wszechświat duchowy, jest wspólnym miejscem przebywania na wieczność dla osób duchowych, które wywodzą się fizycznie z różnych planet w kosmosie. Z tego punktu widzenia nie ma znaczenia, na której z nich następuje nasz rozwój, pod warunkiem, że wszystkie one są pod zwierzchnictwem Boga.

 

Nurtuje mnie to samo pytanie, które zadają sobie inni badacze wszechświata. Dlaczego nic nie wiemy o tym, że w kosmosie istnieją inne cywilizacje ludzkie?

 

Tu właśnie mamy problem. Nie mogę na pewno stwierdzić, że nasza Ziemia jest jedynym miejscem, gdzie rozwinęła się taka ułomna cywilizacja jak nasza. Jednak z uwagi na istniejące na niej zło z dużym prawdopodobieństwem przypuszczam, że tak właśnie może być. Mam równocześnie nadzieję, że zły początek naszej ziemskiej egzystencji opisany w Biblii miał charakter incydentalny. Myślę też, że tylko nasza planeta zatrzymała się w rozwoju. Jedynie na tej naszej, wśród milionów innych, powstało zło, a wszędzie indziej panuje Królestwo Niebieskie.

 

Takie rozumowanie jest całkiem prawdopodobne. Czyżby istnienie u nas sfery zła może być przyczyną faktu, że nie wiemy o powszechności Królestwa Niebieskiego we wszechświecie? Dziś tego nie wiemy. Jednak istnieje dużo ważniejsza i bardziej obiektywna przyczyna braku wiedzy o innych miejscach do życia w kosmosie. Ta przyczyna jest jasna: po prostu na obecnym poziomie techniki nie możemy o tym wiedzieć. Skoro zamieszkałe przez ludzi planety dzielą odległości liczone w milionach lat świetlnych, to komunikacja z naszej strony jest na razie niemożliwa. Może jeszcze istnieć inna przyczyna. Być może Stwórcy, dla którego celem było utworzenie idealnego, związanego z Nim wszechświata, nie była potrzebna komunikacja między miejscami, w których ludzie mają tylko przejść krótki okres wzrostu do doskonałości. Ta izolacja mogła być zatem przez Niego zamierzona. Czeka On bowiem na ukształtowane, doskonałe istoty ludzkie mogące razem z Nim żyć wiecznie. Jest tak dlatego, że i On Sam jest Istotą Doskonałą. Dla Boga istotne jest też to, aby Jego dzieci tak jak On mogły poruszać się po całym wszechświecie i przeżywać jego bogactwo i różnorodność. To jednak można robić tylko, gdy nie istnieją ograniczenia czasoprzestrzeni. Świat Ojca Niebieskiego istnieje bowiem poza czasem i przestrzenią, gdyż tylko wtedy cały stoi otwarty przed nami. I o to najpewniej chodziło Stwórcy, który chciał, aby właściwą, wieczną formą życia dla człowieka była jego osoba duchowa. Jest ona dla Boga Jego dzieckiem, ponieważ jest wieczna, jak On Sam. Może ona, tak jak On, przenikać swobodnie cały wszechświat i przeżywać w nim niekończącą się radość i szczęście. Takim wieczystym partnerem powinien być dla Niego każdy z nas.

 

Od początku celem Stwórcy było utworzenie nieograniczonego i wolnego świata duchowego dla Jego dzieci. Mogę tylko dodać, że chodzi właściwie o zaistnienie gigantycznego wszechświata duchowego, gdyż taka jest skala działania Boga. Tylko takie „środowisko” może zapewnić wychowanym na różnych planetach ludziom wieczne życie i całkowitą wolność. Wszechświat duchowy funkcjonujący poza czasem i przestrzenią jest jedyną, idealną formą życia dla Ojca Niebieskiego i Jego dzieci. Tylko w tym wymiarze można mówić o fakcie, że ludzie są stworzeni „na obraz i podobieństwo Boga”. Życie w nieograniczonej i nieskończonej sferze u boku Ojca Niebieskiego to ostateczna forma istnienia ludzkości.

 

Można jeszcze próbować zrozumieć, dlaczego Bóg dalej rozwija wszechświat. Odpowiedź teoretycznie powinna być bardzo prosta. Bóg robi to, co Sobie pierwotnie zaplanował. Ponieważ jest wieczny, to Jego plany sięgają wieczności. Wszystko, co w dziele twórczym wyłania z Niego, dochodzi do swojej ostatecznej formy przez stadium rozwoju. Tak musi się dziać z każdym bytem, który przedtem wyłonił się z „boskiej” sfery pozostającej poza czasem i przestrzenią. Domyślam się, Stwórca prowadzi Swoją wieczną działalność dlatego, że tak jak my, kocha to, co robi. Może zatem pasjonować się i cieszyć rozwojem wszechświata, stale przekształcając różne formy energii i materii. Robi to zresztą na naszych oczach, choć my, obserwując powstawanie czarnych dziur czy pojawiające się supernowe, sądzimy, że to wszystko obywa się przypadkowo. Mam nadzieję, że kiedyś dowiemy się, jak jest naprawdę.

 

Czy jest jakaś szansa, żeby taka szeroka wizja, na razie przyszłościowa, została zrozumiana przez wszystkich i była rozważana jako rzeczywisty obraz wszechświata? Mam nadzieję, że tak się może stać. Można jeszcze zapytać, jak tę ideę uwiarogodnić? Niestety, na razie nie można tego zrobić. Bazuję zatem na tym, że Ojciec Niebieski jest na zawsze naszym Ojcem, wciąż nas kocha i czeka na nas. Świadczy o tym Jego koncepcja, według której ludzie powinni w drodze do doskonałości przejść przez życie fizyczne w świecie stworzonym przez Niego. Świadczy też o tym wieczność naszej osoby duchowej, a więc fakt, że jesteśmy pod tym względem do Niego podobni. Stwórca zaplanował sobie bowiem, że powinniśmy dążyć do doskonałości, aby żyć wiecznie razem z Nim. Zatem moją nadzieją jest opisana powyżej wizja wszechświata, choćby miała się ona zrealizować w dalekiej przyszłości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”