Marzenie o idealnym świecie

Image_40

Miałem sen…

 

Śniłem, że uciekłem z tego świata, ale nie mogłem nigdzie znaleźć jakiejś nowej przystani. Wszędzie była pustka i coś w rodzaju nieskończonej próżni, jakby wielkiej dziury bez dna. I obudziłem się… ale w tym realnym świecie, który już wiele razy nazwałem piekłem.

 

Tak naprawdę najchętniej bym z tego piekła uciekł. Wiem nawet, gdzie uciec. Do świata przygotowanego przez Ojca Niebieskiego. Wielu nie wierzy w jego istnienie, ale dla mnie jest to prawdziwa rzeczywistość. To nie żadna fikcja czy sen, ale właściwe miejsce dla ludzi. Przyznaję jednak, że widziałem go tylko w snach.

 

Niestety ucieczka z tego świata nie jest taka prosta. Najszybszą drogą jest pozbawienie siebie fizycznego życia. Jednak wtedy będzie jeszcze gorzej, ponieważ samobójcy trafiają do następnego piekła, jeszcze gorszego, znajdującego w świecie duchowym, i to na samo jego dno.

 

Nie chciałbym też wejść do świata duchowego w wyniku długiej i ciężkiej choroby uniemożliwiającej mi normalną aktywność. Bezsensowne leżenie w ciężkim stanie chorobowym byłoby cierpieniem fizycznym i duchowym nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla moich najbliższych. A może wówczas nie byłbym już sobą?

 

Pewnie w idealnym świecie, to znaczy w normalnym świecie, będziemy mieli wpływ na wybór momentu naszej śmierci. Ale na razie tego idealnego świata nie ma. Dlatego chcę jeszcze trochę popracować, aby przyspieszyć moment jego przyjścia.

 

Próbowałem już kiedyś przez ponad trzydzieści lat zmieniać ten świat, ale on nie dał się zmienić. Wszystkie moje wysiłki okazały się bezowocne.

Pomimo tego wciąż myślę, jakby to było dobrze żyć w normalnym świecie. Nasza Ziemia w moich marzeniach jest miejscem codziennej obecności Ojca Niebieskiego, miejscem, w którym można pokochać wszystkich ludzi, światem wiecznego szczęścia, Królestwem Niebieskim.

 

Śnię i znów się budzę! Czasami w smutku nie wiem, gdzie się udać!

 

Noszę w sobie miłość bez poczucia wzajemności otaczającego mnie świata. To ból, ale trwam…

 

Czasami śnię inaczej… Jakbym widział moją miłość, moją służbę... Wciąż płaczę z miłości, wciąż czuję ból niezauważonej miłości…

Całe życie szukam: miłości, przyjaźni...

Patrzę na rzeczy – dary mojej miłości – nikogo one nie obchodzą. To są dla innych zbędne rzeczy, ale dla mnie to żywe dary miłości.

Chcę wysłać tę miłość, niech biegnie, ale niech wróci spotęgowana. Może spotka ją wzajemność od kochanej osoby, a może od wielu osób. To marzenie, to codzienne życie wśród marzeń, to pragnienie, wieczne pragnienie.

Ja chcę żyć w niebie, a nie w piekle. Och, jak bardzo o tym niebie wciąż marzę!

 

Budzę się… Marzę…

Jak by to było, gdyby wreszcie powstał idealny świat?

Jakby wyglądało życie codzienne w tym świecie?

Zamykam oczy i marzę…

 

Ten świat w marzeniach jest taki kolorowy, taki jasny. Jest tak cudowny, że wydaje się nierealny. Czy to ten idealny, na który czekam? I znów marzę. Co by było, gdyby upadek w Ogrodzie Eden nigdy się nie wydarzył? Jaki byłby ten świat bez zła? Jak wyglądałby ten dobry świat od samego początku dziejów ludzkości?

 

Przypominam sobie, że kiedyś o tym rozmawiałem…

Odwiedził mnie bowiem mój dawny kolega, który dowiedział się przypadkiem o moich zainteresowaniach religijnych. W czasie naszej długiej rozmowy przyznał mi się, że wie o istnieniu innej cywilizacji ludzkiej na innej planecie w konkretnym miejscu w kosmosie. Miałaby ona być inna wersja stworzenia świata i to przeprowadzona z sukcesem przez Stwórcę. Jak to zrozumiałem z jego opisu, Bóg po upadku Adama i Ewy pozostawił na razie naszą obecną cywilizację w oczekiwaniu na spełnienie się procesu zbawienia, a sam zrealizował Swoje dzieło na innej planecie, podobnej do Ziemi, jako nowy, inny początek dla ludzkości. Na tamtej planecie, o nazwie, powiedzmy, Ziemia II, nie nastąpił upadek pierwszych ludzi i rozwój ludzkości przebiega zupełnie inaczej. Oczywiście pod względem fizycznym życie na niej jest podobne do naszego, gdyż obie mają tego samego Stwórcę, od którego pochodzą te same prawa fizyki, chemii czy biologii.

 

Dalej mój znajomy przekonywał mnie, że już niedługo cywilizacja z Ziemi II zacznie wpływać na tę naszą. Nastąpi to na dwu płaszczyznach. Na płaszczyźnie moralnej mieszkańcy tej dobrej planety będą mogli oczyścić naszą cywilizację ze zła i doprowadzić do realizacji pierwotnych planów Stwórcy. Na płaszczyźnie rozwoju technologicznego mieszkańcy Ziemi II, jako że pod względem poziomu techniki wyprzedzają nas o setki lat, będą mogli pomóc nam nadrobić stracony czas wynikły z powodu tysiącletnich zaniedbań w prawidłowym rozwoju cywilizacyjnym.

 

Och, jak bardzo chciałbym uwierzyć w informację podaną przez tego człowieka! Czułem, że jest to dla niego nowa nadzieja, którą się chciał ze mną podzielić. Dla mnie wyglądała ona raczej na religię niewywołującą żadnych konfliktów z innymi wyznaniami. To byłaby bardzo miła wiara, tchnąca ogromnym optymizmem. A może rzeczywiście jest to prawda?… To pasuje do moich marzeń…

 

A może we wszechświecie jest jeszcze więcej takich dobrych planet zamieszkałych przez dobrych ludzi? Może kiedyś się okaże, że toczy się życie gdzieś w kosmosie na innych planetach podobnych do Ziemi?

 

Wrócę jednak do rzeczywistości...

 

Moje ciało jest już dość zużyte. Pewnie niedługo zniknę z życia swoich bliskich, z życia osób, które mnie znają i w ogóle z życia ziemskiego. Nieważne, czy stanie się to za rok, dwa czy za piętnaście lat. Ale ten czas nadchodzi nieuchronnie.  Ale mam oczy i jeszcze jasny umysł. I oby jak najdłużej służyły mi w tych planach, które chciałbym jeszcze zrealizować. Wysyłam moją miłość i marzenia do Boga i do najbliższych, do żony, do córek, do wszystkich, którzy by chcieli poznać moje uczucia. Patrzę na nich z troską, zastanawiając się, czy je zrozumieją i czy przekażą dalej moją miłość, a także moje marzenia o idealnym świecie.

 

Nie boję się śmierci, bo nie ma się czego bać. Jednak przyznam się, że boję się trochę cierpień chorobowych przed śmiercią i tego, że stracę kontrolę nad swoim umysłem. Proszę wciąż Stwórcę mojego ciała, aby tak się nie stało. Z góry dziękuję Ci, Ojcze!

 

Mam nadzieję, że uda mi się dokończyć tę moją książkę, bo jest to rodzaj mojego testamentu. Niech coś po mnie zostanie. Wystarczy mi, że zostanę zapamiętany jako autor książek „Dotyk wieczności” i „Dotyk nadziei” oraz stron internetowych www.istota.net i www.istota.org.To wszystko na teraz!

 

Proszę was, kochajcie Ojca Niebieskiego ze wszystkich swoich sił, z całej swojej duszy, a tych wokół was, których znacie, kochajcie tak, jak kochacie samych siebie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”