„Bóg nie zna zła”

Sprzeczność między faktem, że Bóg jest dobry, a istnieniem zła

Image_42b

Ludzie bardzo często stawiają logiczne pytanie: "Dlaczego, skoro Bóg jest dobry, istnieje zło?”. To dobre i mądre pytanie. Zastanawia jednak fakt, że potem ci sami ludzie zadawalają się odpowiedzią daleką od rzeczywistości. Trudno bowiem doszukać się logiki lub przynajmniej inteligentnej argumentacji w wypowiedziach, które dotychczas poznałem. Być może nie pozwalają na to różne teologiczne założenia lub po prostu stworzone dogmaty. Dlatego podjąłem się przygotować uczciwą i logiczną odpowiedź, wolną od błędnych założeń.

 

Jeżeli Boga traktujemy poważnie jako Pierwszą Przyczynę wszechrzeczy, to w trakcie badania wszystkiego, co nas otacza, należałoby wziąć po uwagę Jego najistotniejsze przymioty. Powinien On być Absolutem tworzącym tylko samo dobro, piękno i miłość oraz być źródłem doskonałej mądrości i wszechwiedzy. Z tego wynika logiczny wniosek, że gdyby Bóg o podanych powyżej atrybutach stworzył wszechświat, to nie mogłoby być w nim miejsca na coś takiego jak zło.

A zatem dlaczego ono istnieje?

 

W Ogrodzie Eden Bóg pyta: „Gdzie jesteś, Adamie?” (Rdz 3,9). Czyżby Adam zagubił się gdzieś w zakamarkach tego Ogrodu? Widocznie stało się coś takiego, że przestali się dostrzegać. Ojciec Niebieski jest wszystkowiedzący, a zatem nie chodzi tu o zwykłe zagubienie się. Adam jakby wypadł poza ramy ówczesnego świata, którego obrazem był Ogród Eden. Przestał być „widoczny”, gdyż znalazł się w sferze zła, nieznanej Stwórcy. Nie ma też żadnej konkretnej informacji, że Adam się odnalazł, to znaczy pozostał w sferze podległej Ojcu Niebieskiemu. Nastąpiła co prawda wymiana zdań między nimi, ale potwierdziła ona tylko fakt utraty kontroli Stwórcy nad człowiekiem. Od tego momentu poznaliśmy główną naturę zła, czyli stan niemający nic wspólnego z Bogiem. Jego dzieci straciły z Nim kontakt. Pozostało im porozumiewanie się tylko słowami, ponieważ nie przebywały już razem ze swoim Ojcem Niebieskim. Tak oto pierwsi ludzie odeszli symbolicznie na wschód od Edenu, czyli tam, gdzie żyje się w świecie nieznanym Naszemu Stwórcy. Odtąd mieli już nowego boga, Szatana.

 

Gdyby Bóg znał zło, to stwarzając człowieka na Swoje podobieństwo, przeniósłby również wiedzę o źle na człowieka. Oznaczałoby to, że pierwsi ludzie znaliby zło od swoich narodzin. Tak jednak nie było. Poprzez swój symboliczny opis Biblia naucza, że Bóg, nie znając zła, wiedział jednak, że istnieje możliwość powstania czegoś poza Nim, czegoś, co jest absolutnym i jedynym wyjątkiem w Jego wszechwiedzy. Potwierdza to treść oświadczenia Stwórcy, że pomimo możliwości „zjedzenia owocu” z nieskończonej ilości „drzew tego Ogrodu”, to jednak istnieje takie wyjątkowe „drzewo”, z którego nie wolno „jeść” (Rdz 3, 2-5). Potwierdza to też fakt pojawienia się śmierci, która groziła po tym „spożyciu”. Nie chodziło wówczas o śmierć fizyczną, gdyż pierwsi ludzie żyli jeszcze bardzo długo po opuszczeniu Ogrodu Eden. Chodziło o śmierć duchową, czyli odejście do sfery śmierci, do osobliwości będącej jedynym i wyjątkowym miejscem, w którym nie istnieje Bóg. Wprowadzenie tej wyjątkowej sytuacji dotknęło zarówno człowieka jak i Boga. Zatem zło to stan niezgodny z sensem istnienia zarówno Stwórcy jak i człowieka.

 

Warto jeszcze raz dokładniej uzmysłowić sobie fakt, dlaczego Bóg nie zna zła. Przede wszystkim dlatego, że go nie stworzył. Gdyby je znał, to zło byłoby częścią Jego Osobowości; byłoby wieczne, nie do zlikwidowania. A tak nie jest. Zło zapoczątkowali Lucyfer, Adam i Ewa, a po nich odziedziczyli go wszyscy ludzie. Znał je oczywiście Jezus i my do dziś doskonale je znamy. Tymczasem Bóg nie zna zła. Nie ma On absolutnie nic z nim wspólnego. Dla Niego zło to jakaś nicość, która jest poza Nim. To jest sfera poza Jego istnieniem i działaniem. Tę sferę nazywa się upadłym światem, w którym zgodnie z twierdzeniem Jezusa Chrystusa, rządzi „bóg tego świata”, czyli Szatan. Można też ją nazwać piekłem, gdyż właśnie tak nazywa się sferę pod panowaniem Szatana.

 

Analizując powyżej problem istnienia zła opieram się na Biblii. Mówi ona w sposób symboliczny o bardzo wielu wydarzeniach. Autorzy Biblii, tworząc jej teksty, znali już zło i musieli jakoś wytłumaczyć jego istnienie. W przyrodzie nie istnieje drzewo poznania dobra i zła, a więc jest ono symbolem jakiegoś zjawiska, stanu lub nawet jakiegoś bytu. Może nie tylko symbolizować stan niedoskonałości człowieka, w tym wypadku Ewy. Może też sugerować, że Bóg przez Swoje ostrzeżenie przekazuje ludziom wiedzę, że nie ma On nic wspólnego z możliwością powstania zła. Wiedząc o tej możliwości, ostrzega ludzi przed spożyciem owocu z tego drzewa. Nic dziwnego, że po tym „spożyciu” ludzie zgubili się gdzieś Panu Bogu i nie bez powodu zadaje On słynne pytanie: „Gdzie jesteś, Adamie?”.

 

Niestety, ludzie w Ogrodzie Eden pod kierunkiem Archanioła poznali zło i w ten sposób powstała sfera poza Bogiem, czyli nasz upadły świat.

 

Z tego względu Bóg nie może ingerować w naszą złą cywilizację, zwaną piekłem. Ona jest po prostu anty-boska. Jak zatem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Bóg nie ingeruje w zło? Odpowiedź nasuwa się sama. Bóg nie może ingerować w coś, czego nie stworzył, ponieważ inaczej wziąłby odpowiedzialność za upadek człowieka i za obecny świat, którego nigdy nie miał w swoich planach. Gdyby doskonały Bóg włączył się w niedoskonały stan danej sytuacji, to nadałby jej status doskonałości, a to jest sprzeczne z Jego Zasadami. Bóg nie zna naszego upadłego świata i nie analizuje go. W sensie bezpośrednim nie jest uczestnikiem naszej cywilizacji. Zło to zupełnie nowa jakość, to osobliwość poza Bogiem, która w praktyce dotyczy tylko Szatana i jego złych demonów oraz nas, ludzi. Weszliśmy w strefę zła, a Bóg na jakiś czas stracił nas z oczu i wciąż na nas czeka.

 

Oczywiście między Ojcem Niebieskim a ludźmi utrzymuje się cienka nić komunikacji. Oznacza ona w przypadku Stwórcy fakt stałego trwania Jego praw i zasad będących bazą dla przyszłego Królestwa Niebieskiego. Odczytujemy je jako Jego Wolę. Te prawa istnieją aktywnie i wywierają wpływ na naszą rzeczywistość. Tak właśnie wyczuwamy Jego Opaczność.  Wielu ludzi wyczuwa ją także jako płynącą do nich miłość Bożą, która wywołuje w nich ciągłą wiarę i nadzieję, że kiedyś będziemy razem z Naszym Ojcem w Jego Królestwie. Niestety ta łączność między ludźmi a Bogiem utrzymuje się na poziomie nie większym niż to miało miejsce w Ogrodzie Eden. Wola Boga wywołuje z naszej strony konkretną reakcję. Przejawia się ona w stałym pragnieniu powrotu do utraconego Królestwa Niebieskiego, czyli niesłabnącej nadziei wynikłej z istnienia w nas pierwotnej natury otrzymanej od Ojca Niebieskiego. Najczęściej to pragnienie przejawia się w formie modlitwy, na przykład w słowach „… przyjdź Królestwo Twoje…”. W naszym świecie rezultatem tej swoistej komunikacji powinno być wypracowanie sytuacji, w której może pojawić się ktoś taki, jak Jezus Chrystus. Zatem Bogu pozostaje w tej sytuacji oczekiwanie na pozytywne rezultaty działania ludzi, aniołów i Zbawiciela. Dla ludzkości ten czas oznacza powrót w odrodzonej formie Adama i Ewy na pierwotną pozycję, która została utracona w Ogrodzie Eden.

 

Dlaczego w tak zdecydowany sposób stwierdzam, że Bóg nie zna zła? Ponieważ chciałbym zwrócić uwagę tym wszystkim, którzy inaczej widzą ten problem. Z tego też względu wciąż podkreślam, że zło to osobliwość istniejąca całkowicie poza Bogiem, która jak nowotwór wdarła się do wcześniej powstałego wszechświata, zarówno fizycznego jak i duchowego. To nowa jakość w stworzeniu, która w praktyce dotyczy właśnie tylko nas.

 

Najprostsza „religijna” definicja dobra brzmi: jest to działanie oraz wynik działania zgodny z Wolą Boga. Dlatego „religijna” definicja zła powinna brzmieć: jest to działanie oraz wynik działania niezgodny z Wolą Boga. Wolę Boga należy tu rozumieć jako drogę do wprowadzenia w życie Jego zasad i praw. W wyniku ich działania miał powstać idealny świat. Niestety tak się nie stało. Stąd oczywisty wniosek, że zło jest złamaniem Boskich zasad i praw. Definicja ta nie dotyczy tylko religii, lecz służy do ogólnego określenia zła jako łamania ustanowionego prawa i powszechnie przyjętych zasad moralnych. Na przykład złamanie konstytucji jakiegoś państwa jest jednoznacznie określane jako zło. Dlatego osoby łamiące prawo, czy to moralne, państwowe, czy Boskie, są osobami złymi i mogą być traktowane jak przestępcy.

 

Przykładem zwykłego dobra jest lampa wisząca na suficie i oświetlająca pomieszczenie. Gdy spadnie nam na głowę, to może wyrządzić zło. Krzesło powinno służyć do siedzenia, a nie rozpadać się pod siedzącą osobą, robiąc jej krzywdę. Zatem można powiedzieć, że dobro jest tym, co powinno być lub istnieć pierwotnie. Dlatego, nawiązując do poprzedniego zdania, zło jest tym, czego nie powinno być.

 

Szukając źródeł zła, trzeba sięgnąć do korzeni istnienia wszechrzeczy. Zakładam, zgodnie z logiką mojego rozumowania, że na początku był Absolut, a nie jakaś nieokreślona nicość. To znaczy, że pierwoistny stan był zdefiniowany przez fakt, że tkwiła w nim pierwoistna inteligencja, wola i uczuciowość, czyli przymioty Osobowości Stwórcy. Inaczej mówiąc, źródłem, a właściwie Sercem wszystkiego jest Jego Wiedza, Dobroć i Miłość. Z tych trzech, jak to zauważył św. Paweł w swoim hymnie o miłości (1 Kor. 13, 1-13), najważniejsza jest Miłość. Jest Ona nie tylko uczuciem, ale również potężną siłą, Boską Mocą. Ma Ona ważny atrybut: kierunek. To bardzo istotna wartość. Właściwy kierunek miłości pochodzi z Boskiej Wiedzy i Woli. Dobro jest zatem wynikiem zachowania kierunku miłości nadanej jej przez Stwórcę. Kierunek niezgodny z Wolą Boga oznacza zło.

 

Bóg obdarza Swoje wszechstworzenie miłością, choć oczywiście w różnym stopniu. Ta miłość prowadzi wszystko do doskonałości, utrzymując pierwotny, dobry kierunek nadany jej przez Stwórcę. Bóg jest doskonały i nie zmienia nigdy jej przeznaczenia. Ktoś, kto jest stworzony „na obraz i podobieństwo Boga”, będąc doskonały jak On, nie powinien zmieniać jej kierunku. Niestety niedoskonała istota, która znajduje się dopiero w drodze do doskonałości, może ewentualnie zmienić kierunek miłości. Wtedy pojawia się zło, czyli stan niezgodny z koncepcją świata stworzonego przez Boga.

 

Wszystko wskazuje na to, że wytworzone przez istoty na początku historii ludzkości zło, zapoczątkowało powstanie złego świata i zniszczyło nadzieję na powstanie świata idealnego, zaplanowanego przez Stwórcę. Przez świat idealny rozumiem tu tzw. Królestwo Niebieskie, czyli świat pod panowaniem Boga, a zarazem świat, który, tak jak Bóg, powinien być wieczny, doskonały i dobry. Oczywiście takiego świata obecnie nie ma. Mamy raczej coś wręcz przeciwnego niż Królestwo Niebieskie.

 

Zło nie jest zatem jakimś naszym urojeniem, ale czymś zdecydowanie substancjalnym, czyli rzeczywistym i konkretnym. Przeanalizuję to jeszcze dokładniej poniżej, ale już teraz wykazałem, że zło w swej naturze jest całkowicie sprzeczne z pierwotnym sensem istnienia ludzkości.

 

Większość teologów, nie tylko chrześcijańskich, dopatruje się przyczyn upadku Adama i Ewy w fakcie istnienia wolności w człowieku i w działaniu wywodzącej się z niej wolnej woli. Twierdzą oni, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, w którą nie ingeruje. To znaczy, że w Ogrodzie Eden Bóg zostawił człowiekowi wolny wybór między zjedzeniem i niezjedzeniem „zakazanego owocu”. Ponieważ człowiek wybrał „zjedzenie owocu” i okazał nieposłuszeństwo wobec zakazu jego spożycia, to nastąpił upadek. Stąd wniosek, że wolna wola, czyli po prostu wolność człowieka, doprowadziła go do upadku. Przeczy to w sposób oczywisty moim twierdzeniom, że przyczyną upadku była źle ukierunkowana siła miłości.

 

Wolność jest pewnym stanem funkcjonowania, czyli sferą, w której porusza się człowiek realizujący swoją wolną wolę. Nie jest więc siłą, która może spowodować upadek. Co przemawia za tym, że wolność nie była przyczyną upadku?

 

Po pierwsze, wolność może tylko wytworzyć stan gotowości do podjęcia decyzji prowadzącej do upadku, ale podjęcie tej decyzji wymaga zadziałania siły, która nie tkwi w wolności. Na przykład wolność może nas doprowadzić na skraj przepaści, ale przekroczenie jej krawędzi kończy wolność, bo zaczyna działać siła grawitacji, która wciąga człowieka w tę przepaść.

 

Po drugie, spożycie owocu przez Adama i Ewę było świadomym aktem. Bóg bowiem, jako troskliwy Ojciec, zadbał o to, aby dobrze wyjaśnić im niebezpieczeństwo związane z zakazanym owocem. Skoro Adam i Ewa wiedzieli, że zjedzenie owocu przyniesie im śmierć, oznacza to popełnienie przez nich czegoś w rodzaju samobójstwa. Tak można powiedzieć, gdyż pierwsi ludzie świadomie podjęli decyzję wbrew śmiertelnemu zagrożeniu. Samobójstwa nie popełnia się jednak w stanie wolności, ale wobec jej braku, gdy nie ma już żadnego innego wyjścia z trudnej sytuacji lub nie widać nadziei na jakiekolwiek inne rozwiązanie.

 

Po trzecie, skoro nastąpił rodzaj samobójstwa, to musiała go spowodować siła większa od siły zachowania życia, a jedyną siłą większą od niej jest siła miłości. Nie muszę chyba przypominać, jak wiele samobójstw było skutkiem zawiedzionej miłości.

 

Na obronę Boga pragnę dodać jeszcze kolejne argumenty, które przeciwstawiają się twierdzeniom, że poddał On próbie Swoje dzieci lub stawiał je przed wolnym wyborem wynikającym z ich wolnej woli. Wyglądałoby to na swoisty test lojalności czy posłuszeństwa.

 

Po pierwsze, Bóg po stworzeniu Swego dzieła nie testuje go, gdyż wówczas oznaczałoby to, że testuje Samego Siebie. Bóg jest doskonały i nie popełnia błędów, a testuje się tylko rzeczy, co do których ma się wątpliwości.

 

Po drugie, Adam i Ewa, po stworzeniu przez Boga, byli niewinni i nie znali zła, gdyż wyszli „spod ręki” doskonałego Boga, który nie zna zła i go nie stworzył. Takich istot się nie testuje, bo trzeba by podejrzewać zło, a to nie zgadza się z Ojcostwem i doskonałością Boga.

 

Po trzecie, Bóg jest Wszystkowiedzący, a więc nie używa testów, bo przecież zawsze znałby z góry wyniki każdego testu.

 

Po czwarte, Bóg, jako Kochający Ojciec, nie narażałby swoich dzieci na ewentualny negatywny wynik testu, tym bardziej, że ten domniemany test był „na śmierć i życie” („… gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” – Rdz 2, 17). Każdy kochający ojciec zawsze chroni swoje dzieci przed skutkami jakiegokolwiek niebezpieczeństwa i nie poddaje ich grożącym śmiercią testom.

 

To są argumenty, które należy wziąć pod uwagę, gdy w sposób powierzchowny opisuje się to, co zdarzyło się w świecie tworzonym w owym czasie przez Boga.

 

Zło, tak jak wykazałem w tym opracowaniu, powstało w trójkącie Adam-Ewa-Lucyfer wskutek zmiany kierunku miłości. Nastąpiło wówczas pojawienie się sytuacji niezgodnej z prawami Bożymi, to znaczy nieprawdy, a mówiąc dosadniej, kłamstwa. To kłamstwo wypowiedziane przez Lucyfera zbudowało podstawę do ugruntowania się zła. Było to tak. Prawda od Boga dotyczyła faktu, że spożycie „owocu” spowoduje śmierć: „…z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,16-17). I tak właśnie się stało. W wyniku upadku Adam i Ewa umarli, oczywiście tylko duchowo, ale dla Boga było to równoznaczne z pełną śmiercią człowieka. Lucyfer przeciwstawił prawdzie od Boga swoje słowa:. „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5-6). W tej wypowiedzi Lucyfera są właściwie aż dwa kłamstwa: to, że nie umrą i to, że Bóg zna zarówno dobro jak i zło. To drugie kłamstwo jest tak wypowiedziane, że niewielu zdaje sobie sprawę z jego ogromu i konsekwencji. Prawie całe chrześcijaństwo uznało, że Lucyfer mówił prawdę, twierdząc, że Bóg zna zło. Tymczasem Pan Jezus miał jasne zdanie o wypowiedzi Szatana: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa”(J 8, 44). Dlatego na wielu stronach tego opracowania wykazuję, że Bóg nie zna zła, a wręcz nie może go znać. Jedyne, co dochodzi do Niego, to brak przy Nim Jego dzieci z Ogrodu Eden. Pytanie: jak On to odczuwa? Czy jest Ojcem ze złamanym Sercem?

 

Jednym z najważniejszych tematów wynikających z takiego podejścia do zła jest problem zbawienia świata. Z mojego punktu widzenia wynika jasno, że Bóg w sposób bezpośredni nie może uczestniczyć w tym procesie, bo dotyczy on złego, upadłego świata. Bóg nie może naprawiać czegoś, czego nie stworzył i czego nie zna. Ten nasz świat jest jakby otchłanią istniejąca poza Nim. Nasza ludzka cywilizacja, czyli nasze piekło, istnieje samo w sobie, bez udziału Stwórcy. Stąd logiczny wniosek, że musi być naprawiana bez Jego bezpośredniego udziału. Jego obecność wśród nas zakończyła się w Ogrodzie Eden wraz z upadkiem pierwszych ludzi. Zatem proces zbawienia świata musi się dokonywać wysiłkami ludzi, Zbawiciela i aniołów. Zło zapoczątkował archanioł Lucyfer i towarzyszący mu jego aniołowie, oczywiście przy współudziale ludzi. Dlatego zbawienie nie może być przeprowadzane przez Stwórcę, ale przez następców tych, którzy stworzyli zło i wprowadzili je do naszej rzeczywistości, to znaczy przez ludzi i aniołów.

 

Warto jeszcze raz zaznaczyć, że gdyby Bóg znał zło, to byłoby ono częścią Jego Osobowości. A tak nie jest. Gdyby je znał, to cały proces zbawienia ludzkości nie miałby sensu, gdyż zło byłoby wieczne i niezniszczalne jak On.

 

Najbardziej istotne w tym względzie jest zrozumienie faktu, że zło zostało jakby dołączone do naszego świata już po zakończonym akcie stworzenia. Pisząc to opracowanie chciałem przeciąć wszelkie dywagacje na temat dopuszczenia przez Boga zła do stworzonego przez Siebie dzieła oraz że jest ono wynikiem wolnej woli człowieka. Takie pomysły teologów wzięły się z nieprzemyślanego twierdzenia, że Bóg wszystko wie, a więc zna też zło. Faktycznie, nasz Stwórca wszystko wie, ale to „wszystko” odnosi się do tego, co stworzył. Ponieważ nie stworzył zła, to jest ono poza „wszystkim”, to znaczy poza Nim. Błędne założenie teologów powoduje, że muszą tworzyć karkołomne teorie dotyczące sprzeczności między istnieniem dobrego Stwórcy a istnieniem zła. Jeszcze trudniej przychodzi im sensowna odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg dotychczas je nie zlikwidował. Apogeum tych teorii stanowi twierdzenie, że Ojciec Niebieski, aby zlikwidować czynione przez nas zło, posłużył się ukrzyżowaniem Swego Syna. Tymczasem zabójstwo jest jasno określone jako zło w jednym z Jego przykazań. Dopóki będziemy „oskarżać” Go o takie rzeczy, dopóty będzie to Ktoś nieprawdziwy, niemający nic wspólnego ze Stwórcą naszego świata.

 

Jeżeli definitywnie wyeliminujemy z naszego zrozumienia Boga wszelkie zło niesłusznie Go obciążające, to mamy przed sobą ważną i prawdziwą wiedzę o rzeczywistości duchowej. Zaprzestając „oskarżania” Boga o znajomość zła odzyskujemy „czystego” Stwórcę, absolutnie dobrego i doskonałego Ojca Niebieskiego. Takiego nieskażonego naszą wiedzą o źle Stwórcę można kochać z czystym sercem i być pewnym, że ma się do czynienia tylko z samym dobrem i miłością. Jasnym staje się wówczas to, że nasze ziemskie piekło nie pochodzi od Boga. W związku z tym sfera zła niestworzona przez Niego musi kiedyś przeminąć. Wtedy nie będzie już w ogóle zła, a tylko samo dobro.

 

Podsumowując powyższą analizę, powinienem odpowiedzieć na pytanie: jakie konsekwencje wywołuje stwierdzenie, że Bóg nie zna zła? Odpowiedź brzmi: bardzo istotne konsekwencje. Podaję je poniżej.

 

Przede wszystkim to stwierdzenie poważnie zmienia typowe wyobrażenie o wszechwiedzącym Stwórcy. Dla zrozumienia tej sytuacji posłużę się pewnym przykładem związanym z komunikacją między nadajnikiem i odbiornikiem. Mianowicie chodzi o działanie odbiornika, który, choć odbiera sygnały od nadajnika na wszystkich możliwych częstotliwościach, to jednak zaistniała częstotliwość tak nietypowa i wyjątkowa, że nie można jej odebrać. Oznacza to, że pewien sygnał z nadajnika powstał na zupełnie innych zasadach niż te, według których został zbudowany wspomniany odbiornik.

Tak też może być w przypadku zaistnienia zła, które powstało zupełnie poza prawem i zasadami istniejącymi w Bogu. Nie mogło ono zatem dotrzeć do Boga jako poznawalne zjawisko. Zatem Bóg go nie odbiera i nie zna. Jak pisałem powyżej dotarł do Niego tylko fakt zagubienia się Jego dzieci i konieczność oczekiwania na ich powrót. 

 

To może być szok dla tych, którzy wierzą, że Stwórca jest wszystkowiedzący, czyli że panuje nad istnieniem wszelkiej rzeczywistości. Niestety, zakres wszechwiedzy Boga sięga tylko do granicy, w której zaczyna się zło. Za tą granicą jest tylko otchłań, czyli coś, co dla Niego nie może istnieć. Z tego wynika, że poza Bogiem powstała zupełnie nowa, nieznana Mu rzeczywistość. Pocieszające jest tylko to, że ta zła rzeczywistość nie jest wieczna, gdyż tylko to, co stworzył Bóg, jest wieczne.

 

Inne zaskoczenie może wywołać stwierdzenie, że Bóg nie uczestniczy w życiu ludzi na Ziemi. Oznacza to, że choć jest, to jakby Go nie było. W naszym świecie, który nazwałem piekłem, wciąż króluje „pan tego świata”, jak Szatana nazwał Jezus Chrystus. Uznaję za pewnik, że Bóg nie może być w tym samym miejscu, co Szatan, a więc nie ma Go tutaj z nami. Przypisywanie Bogu udziału w życiu świata pod panowaniem Szatana jest bardzo niewłaściwe i oznacza zupełny brak zrozumienia Osobowości Stwórcy.

 

Dlatego dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że nie obserwuje On naszego zachowania, nie ocenia nas na bieżąco i nie czeka po naszej śmierci z karami na tych, którzy zrobili coś niezgodnego z Jego prawami. Nie jest On bowiem naszym dozorcą ani policjantem, ale Ojcem i to na dodatek doskonale dobrym i kochającym. Nie dość, że cierpimy w niewoli szatańskiej, to wiele religii „oskarża” Boga o przygotowywanie dodatkowych kar i cierpień dla Swoich dzieci po zakończeniu ziemskiego życia. Trzeba zupełnie nie czuć Serca Stwórcy, aby głosić takie idee. Wszelkie kary i cierpienia odczuwane po wejściu do świata duchowego są naszymi wyrzutami sumienia, gdy zdamy sobie sprawę ze swoich błędów i grzechów popełnionych w życiu fizycznym.

 

Najtrudniej zrozumieć fakt, że Bóg nie zna zła, w przypadku analizy misji Jezusa Chrystusa. Dotyczy to twierdzenia chrześcijan, że Bóg zesłał Swojego Syna, aby przez męczeńską śmierć na krzyżu zgładził nasze grzechy. Takie przekonanie jest kolejnym przykładem zupełnego niezrozumienia Osobowości Ojca Niebieskiego. Muszę teraz jeszcze raz powtórzyć słowa zawarte w moim opracowaniu w rozdziale o Jezusie Chrystusie: „Jak Bóg, Twórca przykazania „nie zabijaj”, mógł się posłużyć krwawą ofiarą, a właściwie morderstwem, jako metodą na zbawienie świata?! Przecież Jezus nie mógł sam siebie zabić, ale musieli tego dokonać ludzie. W żadnym wypadku morderstwo dokonane przez ludzi, dzieci Boga, nie może być narzędziem w ręku Boga. Idea zbawienia przez krwawą ofiarę ma charakter pogański i jak wszystko, co pogańskie, jest bardzo odległa od sposobów działania Boga”.

 

Zatem chrześcijanie powinni jasno zrozumieć, że to nie Bóg, ale ci, którzy uczestniczyli w powstaniu zła, mają to zło naprawiać. Oznacza to, że za proces odnowy świata są odpowiedzialni aniołowie i ludzie. Powinni oni przywrócić warunki do pojawienia się Syna Bożego. Tak się bowiem działo w całym okresie Starego Testamentu. Umożliwiło to narodzenie się Drugiego Adama, który tak jak Pierwszy nie miał grzechu pierworodnego, czyli nie miał żadnej więzi ze złem.

 

Dzięki poznaniu faktu, że Bóg nie zna zła, można wreszcie zrozumieć słowa Jezusa: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). To wyraz prawdziwego odczucia Jezusa, którego naprawdę opuścił Bóg. Przedtem był On z Jezusem przez całe Jego życie aż do momentu decyzji Jezusa o ofierze odkupienia ludzkości kosztem Swojego życia. Do bezpośredniego pojedynku z byłym Archaniołem Lucyferem Drugi Adam musiał jednak stanąć sam, opuszczony przez Ojca. Kiedyś Pierwszy Adam opuścił Swego Ojca, rozpoczynając proces zła. Dwa tysiące lat temu przyszedł czas, aby to naprawić. Tylko w ten sposób Jezus, Drugi Adam, mógł samodzielnie, bez niczyjej pomocy, odkupić prawie cały świat duchowy. Umożliwił dzięki temu wszystkim ludziom zerwanie więzi z Szatanem. Równocześnie samemu Sobie mógł zapewnić pozycję Pana „Ogrodu Eden”, a naszym osobom duchowym dał prawo wejścia razem z Nim do sfery duchowej zwanej rajem. Dopiero tam czekał na Niego Ojciec Niebieski.

 

Na koniec dodam jeszcze jedną uwagę związaną z tym, że Bóg nie zna zła i nie ingeruje w życie upadłego świata. Wielu teologów chrześcijańskich, tłumacząc upadek Adama i Ewy, twierdzi, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę i dlatego nie zaingerował w kuszenie Lucyfera. Pisałem już o tym powyżej, gdyż rzeczywiście Bóg nie wpłynął na tę sytuację. Problem polega na tym, że ci sami teologowie równocześnie twierdzą, że Bóg ingeruje w nasz upadły świat, to znaczy wpływa na nasze uczynki, a co za tym idzie na naszą wolna wolę. Te dwa twierdzenia nie dają się ze sobą pogodzić. Tylko jasne oddzielenie istnienia Naszego Ojca Niebieskiego od zła tłumaczy właściwie obecny stan świata.

 

Wiem, że powyższe twierdzenia mogą poważnie zakłócić typową wiarę o obecności Boga w naszym świecie, a szczególnie dotychczasowe zrozumienie Opatrzności Bożej. Postawiłem to jednak zrobić, aby pobudzić ludzi do poważnego i skutecznego zastanowienia się na światem, w którym żyją.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”